Jakich specjalistów najbardziej brakuje na rynku pracy

Jakich specjalistów najbardziej brakuje na rynku pracy w 2026 roku

Z artykułu dowiesz się:

  • Ile zawodów jest oficjalnie uznanych za deficytowe w Polsce w 2026 roku
  • Które branże mają największe i najbardziej rozległe braki kadrowe
  • Dlaczego deficyt specjalistów IT i AI nie widać w rządowych statystykach
  • Czy praca w zawodzie deficytowym oznacza automatycznie wysoką pensję
  • W których regionach Polski brakuje pracowników najbardziej

Zapytany o zawody, których najbardziej brakuje w Polsce, urząd pracy odpowie inaczej niż firma rekrutacyjna z branży technologicznej. Rządowy Barometr zawodów wskaże kierowcę ciężarówki, lekarza i spawacza. Raporty firm IT wskażą specjalistę od sztucznej inteligencji i cyberbezpieczeństwa. Obie odpowiedzi są prawdziwe jednocześnie – różnią się tylko sposobem liczenia, a nie samym niedoborem. Zrozumienie tej różnicy pozwala trafniej ocenić, w który kierunek zawodowy faktycznie warto dziś inwestować.

Jak liczy się deficyt zawodów?

Barometr zawodów to coroczna, jakościowa prognoza przygotowywana na zlecenie wojewódzkich urzędów pracy i Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Ocenę zawodów formułuje około 2,5 tysiąca ekspertów znających lokalne rynki – pracownicy urzędów pracy, agencje zatrudnienia i przedstawiciele pracodawców – a ich opinie uzupełnia ankieta wśród około 4 tysięcy firm. Badanie nie liczy więc wolnych etatów ani wysokości pensji, tylko odpowiada na jedno pytanie: kogo pracodawca realnie nie może znaleźć. To metodologiczne założenie ma dalsze skutki, o których więcej w kolejnych sekcjach – część niedoborów po prostu nie trafia do tej statystyki.

Ile zawodów brakuje w 2026 roku?

W 2026 roku lista obejmuje 17 grup zawodowych uznanych za deficytowe w skali całego kraju – o sześć mniej niż rok wcześniej. Obok nich 151 grup zawodowych ocenia się jako zrównoważone, a żadnej nie uznano za nadwyżkową. To już piąty rok z rzędu, w którym żaden zawód nie trafił na listę nadwyżkowych – rynek pracy w Polsce od dawna nie generuje nadmiaru kandydatów w żadnej liczącej się grupie zawodowej.

Deficyt w poszczególnych branżach

Oficjalna lista siedemnastu grup deficytowych układa się w kilka wyraźnych skupisk branżowych. Najszerszym zasięgiem problem dotyka transportu, gdzie kierowców ciężarówek i autobusów brakuje w zdecydowanej większości powiatów w kraju. Tuż za nim plasuje się ochrona zdrowia i opieka, gdzie starzejące się społeczeństwo zderza się ze starzejącą się kadrą medyczną. Budownictwo i przemysł, edukacja zawodowa oraz część biznesu i logistyki zamykają resztę zestawienia.

Przeczytaj także:  Czy warto wchodzić do branży IT w 2026 roku?
BranżaZawody z największym deficytemZasięg (powiaty z deficytem)
TransportKierowcy ciężarówek i ciągników siodłowych, kierowcy autobusówdo 326
Zdrowie i opiekaLekarze, psycholodzy i terapeuci, pielęgniarki i położne, opiekunowiedo 323
Przemysł i budownictwoSpawacze, elektrycy i energetycy, operatorzy sprzętu, monterzy instalacjido 274
Służby mundurowePracownicy służb mundurowychdo 260
EdukacjaNauczyciele zawodu, nauczyciele przedmiotowi i specjalnido 256
Biznes i logistykaSamodzielni księgowi, magazynierzydo 226

Z siedemnastu grup deficyt pogłębił się rok do roku tylko w trzech – u lekarzy, nauczycieli praktycznej nauki zawodu oraz opiekunów osób starszych i z niepełnosprawnością. W pozostałych czternastu sytuacja się poprawiła, czasem wyraźnie, jak w przypadku elektryków czy kierowców autobusów, choć wciąż pozostają na liście deficytowych. Kilka zawodów zniknęło z niej całkowicie i spadło do kategorii zrównoważonych, między innymi dekarze, murarze, tynkarze i mechanicy samochodowi, choć lokalnie potrafi ich wciąż brakować.

Ukryty deficyt specjalistów IT

Żaden z siedemnastu oficjalnych zawodów deficytowych nie dotyczy wprost branży IT, co na pierwszy rzut oka sugerowałoby, że informatyków w Polsce nie brakuje. Rzeczywistość rynkowa wygląda inaczej, a rozbieżność bierze się z samej metody badania. Barometr zawodów opiera się w dużej mierze na sygnałach z urzędów pracy i lokalnych doradców, tymczasem specjaliści od sztucznej inteligencji, danych czy cyberbezpieczeństwa praktycznie nie rejestrują się jako bezrobotni i nie przechodzą przez te same kanały – ich niedobór pozostaje więc statystycznie niewidoczny, mimo że rynkowo jest ogromny.

Dane z branży IT rysują zupełnie inny obraz. Według raportu firmy Scalo cyberbezpieczeństwo i sztuczna inteligencja to dziś dwie najbardziej deficytowe kompetencje w informatyce, a niedobór talentów w tych obszarach potwierdza też raport płacowy Hays IT Contracting – mimo że 82 procent firm technologicznych planuje rekrutacje, co czwarta wskazuje wprost na brak dostępnych kandydatów. W zestawieniach kluczowych kompetencji na 2026 rok cyberbezpieczeństwo wskazuje 41-49 procent firm, a sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe 33-51 procent, w zależności od badania.

Przeczytaj także:  Czy AI zabierze pracę w Polsce - które zawody są najbardziej zagrożone?

Częściowo stoi za tym konkretna presja regulacyjna – unijna dyrektywa NIS2 zobowiązała setki polskich podmiotów do wdrożenia formalnych systemów bezpieczeństwa informacji, co skokowo zwiększyło zapotrzebowanie na inżynierów bezpieczeństwa i analityków SOC w ciągu ostatnich półtora roku. Sama sztuczna inteligencja nie zmniejsza przy tym zapotrzebowania na programistów w oczach 40 procent ankietowanych firm, które wskazują, że automatyzacja zmienia wymagane kompetencje, a nie eliminuje potrzebę zatrudniania deweloperów.

Deficyt a wysokość pensji

Brak kandydatów nie oznacza automatycznie wysokiej pensji – to jeden z najmniej intuicyjnych wniosków płynących z zestawienia zarobków w zawodach deficytowych. Lekarz rodzinny zarabia w medianie około 16 060 zł brutto miesięcznie, a elektryk czy doświadczony kierowca ciężarówki mieszczą się wyraźnie powyżej krajowej mediany wynagrodzeń, wynoszącej według GUS około 7 447 zł brutto w styczniu 2026 roku. Jednocześnie opiekun osoby starszej czy magazynier, mimo formalnego statusu zawodu deficytowego, zarabiają poniżej tej mediany.

Zawód deficytowyMediana brutto/miesiąc
Lekarz rodzinnyok. 16 060 zł
Elektrykok. 8 130 zł
Kierowca ciężarówkiok. 7 750 zł
Spawaczok. 7 290 zł
Magazynierok. 6 450 zł
Opiekun osoby starszejok. 5 700 zł

Powód tej rozbieżności zwykle nie leży w braku popytu na pracownika, lecz w tym, kto płaci. Zawody osadzone w budżecie publicznym – służba zdrowia, edukacja, pomoc społeczna – mają pensje związane ustawowymi widełkami i możliwościami samorządów, niezależnie od tego, jak dotkliwy jest niedobór kadr. Tam, gdzie płaci rynek, a nie budżet, jak w transporcie międzynarodowym czy u elektryków z własną działalnością, deficyt znacznie szybciej podnosi stawkę.

Różnice regionalne w deficycie zawodów

Skala niedoboru różni się mocno między regionami. Najwięcej zawodów deficytowych ma województwo opolskie – 36 grup, blisko niego plasują się pomorskie, lubuskie i małopolskie. Najmniej problemów zgłasza świętokrzyskie. Osobny przypadek to sama stolica – Warszawa zgłasza aż 62 deficytowe grupy zawodowe, czyli więcej niż wynosi suma dla niejednego mniejszego województwa, co odzwierciedla skalę i różnorodność stołecznego rynku pracy obejmującego jednocześnie edukację, zdrowie, transport, budownictwo i technologie. Zanim ktoś zdecyduje się na kurs czy przekwalifikowanie pod konkretny zawód deficytowy, warto sprawdzić prognozę dla własnego powiatu, bo krajowa lista nie gwarantuje ofert pracy w każdym miejscu.

Przeczytaj także:  Jak wygląda start zawodowy absolwenta bez doświadczenia?

Odpowiedź na pytanie, jakich specjalistów najbardziej brakuje, zależy więc od tego, kogo się zapyta i jaką metodą mierzy się niedobór. Statystyki publiczne trafnie łapią braki tam, gdzie pracownicy przechodzą przez urzędy pracy i systemy kwalifikacji zawodowych – transport, medycynę, budownictwo, edukację. Zupełnie inny, równie realny niedobór rozgrywa się w sektorach, które rekrutują poza tym systemem, jak nowoczesne technologie. Kto planuje zmianę zawodu, powinien więc patrzeć na obie mapy naraz, a nie tylko na tę, która akurat trafiła na pierwszą stronę gazety.

WskaźnikWartość w 2026 roku
Zawody deficytowe ogółem17 grup (spadek z 23)
Zawody nadwyżkowe0
Największy deficytKierowcy ciężarówek, do 326 powiatów
Najwięcej deficytów regionalnieWoj. opolskie, 36 grup
Deficyt niewidoczny w statystykachSpecjaliści AI i cyberbezpieczeństwa
Krajowa mediana wynagrodzeńok. 7 447 zł brutto

Najczęściej zadawane pytania

Który zawód jest najbardziej deficytowy w 2026 roku?

Zdecydowanie najszerszy deficyt dotyczy kierowców samochodów ciężarowych i ciągników siodłowych – status brakującego zawodu mają oni w 326 z około 380 polskich powiatów. Zaraz za nimi plasują się lekarze, a także psycholodzy, terapeuci, pielęgniarki i położne.

Czy zawód deficytowy zawsze oznacza wysoką pensję?

Nie. Barometr zawodów mierzy brak kandydatów, a nie wysokość zarobków. Opiekun osoby starszej czy magazynier są formalnie zawodami deficytowymi, a ich mediany wynagrodzeń mieszczą się poniżej krajowej mediany wynoszącej około 7 447 zł brutto.

Dlaczego deficyt specjalistów IT nie widać w oficjalnych statystykach?

Barometr zawodów opiera się na sygnałach z urzędów pracy i lokalnych doradców, a specjaliści od AI, danych i cyberbezpieczeństwa rzadko przechodzą przez te kanały, bo nie rejestrują się jako bezrobotni. Ich niedobór jest więc realny rynkowo, ale statystycznie niewidoczny w rządowej prognozie.

Ile zawodów deficytowych jest obecnie w Polsce?

W 2026 roku lista obejmuje 17 grup zawodowych w skali całego kraju, o sześć mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie żaden zawód nie został uznany za nadwyżkowy – to już piąty rok z rzędu z takim wynikiem.

Gdzie w Polsce brakuje pracowników najbardziej?

Najwięcej deficytowych grup zawodowych ma województwo opolskie, z 36 grupami, tuż za nim pomorskie, lubuskie i małopolskie. W samej stolicy status deficytowy ma aż 62 grupy zawodowe naraz, co pokazuje, jak złożony i wymagający jest warszawski rynek pracy w porównaniu z mniejszymi ośrodkami.

Czy warto przekwalifikować się na zawód deficytowy?

Zależy przede wszystkim od czasu potrzebnego na zdobycie kwalifikacji względem realnego zapotrzebowania w konkretnym miejscu zamieszkania. Zawody wymagające krótkich kursów, jak spawacz czy operator maszyn budowlanych, dają szybszy zwrot z inwestycji niż ścieżki wymagające lat studiów, jak medycyna czy pedagogika specjalna. Ogólnopolski status zawodu deficytowego nie oznacza jednak automatycznie wolnych etatów w najbliższej okolicy – to warto zweryfikować osobno dla swojego powiatu.